Zbawca

Złowieszcze prześcieradło, latające słonie, wielka niewiadoma

… tak więc, po przekonaniu sfinksów do naszej formy rozwiązywania zagadek, udaliśmy się na spoczynek. Dzięki zdolnościom Thomasa, noc mogliśmy spędzić w całkiem przytulny schronieniu. Rano, kontynuowaliśmy nasze poszukiwania, przeświadczeni, że księga musiała być gdzieś w pobliżu. Uwagę naszą przykuła płyta wstawiona w portal z jakimś herbem, pełna pisma w dziwnym, nieznanym języku. Co gorsza, biła od niej wyraźnie wyczuwalna aura grozy. Zdolności elfki pomogły nam się dostać do środka, gdzie ukazał się naszym oczom grobowiec, otoczony bezdenną rozpadliną, z wąską kamienną dróżką prowadzącą do sarkofagu. Na wieku znajdowała się podstawka pod księgę, tej której szukaliśmy – niestety pusta. Na podłożu widać było ślady kogoś, kto tą księgę najwyraźniej zabrał. Jak zwykle, spóźniliśmy się. Na pocieszenie dusz, zdecydowaliśmy się sprawdzić grobowiec – no bo tak na dobrą sprawę, po co umarłym dobra materialne? A nam mogą się przecież przydać. Gdy tylko Gormak przesunął pokrywę, zaczęły się pojawiać duchy, z których jeden się wyróżniał. Wyższy, strasznie zachudzony, i o ile pozostałe były po prostu, ot, przezroczyste, to temu się zachciało zarzucić na siebie jakąś białą szmatę, prześcieradło czy co. Nigdy nie myślałem, że to, czym straszy się dzieci na wioskowych festynach może okazać się prawdą. W trakcie rozmowy z nim dowiedziałem się, że jest (był?) nekromantą, niesamowicie potężnym, w ogóle to bogiem (bo jakoby skradł Nerullowi część mocy), który dzięki księdze plugawego mroku powróci na świat. Mellifleur, bo tak się przedstawił, musiał trochę naginać fakty. To prawda, Gormak chyba niezbyt dobrze znosił jego towarzystwo, ale żeby od miał to być jakiś bóg? Nie wywarł na mnie jakiegoś specjalnego wrażenia, ot, wspomnienie trupa, któremu się znudziło siedzenie w grobie. No i ten niby bożek zaczął nam grozić, że pomrzemy w tym zamkniętym grobowcu, czeka nas służba mu po śmierci i tak dalej. Nie powiem, im dłużej tak ględził, tym bardziej mnie łapska na niego świerzbiły. Co dziwne, półelfka oddała mu hołd – po kim jak po kim, ale po mnichu nigdy bym się tego nie spodziewał. Powtarzam, te hybrydy są po prostu niestabilne. No w każdym razie doszliśmy do wniosku, że pora stąd iść, powiedziałem mu co o nim sądzę, a ten … znikł. No groźny bóg nekromancji pełną gębą, nie ma co. Elfka zaczęła grzebać w zamku i po jakiejś godzinie nieudanych prób naszemu drużynowemu półczłowiekowi przypomniało się, że ma do tych drzwi klucz. No cóż, nie ma co po nich oczekiwać niewiadomo czego.

W końcu, wydostaliśmy się po małych przejściach z monastyru, i natknęliśmy się na kolejny problem. Jak zejść na dół? Odpowiedź jak się okazuje była niebywale prosta i logiczna. Polećmy na słoniu! Jakby to głupio nie zabrzmiało, przy połączonych siłach magii objawień i wtajemniczeń właśnie na słoniu zlecieliśmy ze szczytu i dotarliśmy do jakiejś wioski, aby uzupełnić zapasy, wywołując przy tym odrobinę zamieszania. Bez większych przeszkód, poza epizodem z lodowymi salamandrami, dotarliśmy stamtąd do Turthor, stolicy. Tam odwiedziliśmy świątynię Pelora, gdzie zostało załatwione przywrócenie Dave’a do świata żywych, i próbowaliśmy się dostać do króla, bądź też Zachariasza, aby powiadomić ich o wynikach naszych łowów. Na drodze stanął nam Antoni, z którego po dłuższym czasie udało się wydusić, że ani króla, ani Zachariasza w mieście nie ma, nie wiadomo gdzie się udali i kiedy wrócą. Po tym poszliśmy do miejscowej świątyni Nerulla, gdzie udało nam się namówić arcykapłana, aby za swoim pośrednictwem umożliwił nam zapytanie bóstwa o to, co mamy dalej począć. Jak zwykle, mój pomysł na jego treść okazał się nietrafiony, ale cóż, sami zadecydowaliśmy, gdzie zamierzamy się udać. Więc na front, na południe! Tylko co nas tam czeka?…

Comments

Z czego Dave już wie (dzięki życzliwym) kto nie chciał go wskrzesić i te 2 osoby mogą się od teraz same leczyć ^^

 

Po czym pozostałe doszły do wniosku, że Dave po wskrzeszeniu zwróci kasę ;)

 

I tak zamierzał ale Ty i Ufo na moją pomoc nie macie co liczyć ;)

 

Like we give a fuck ;o Kondzio będzie moim personalnym healerem jak już zacznie grać ;)

 

Pozwoliłem sobie edytować nazwę miasta (Turthor, nie Turtor).

rakshy

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.