Aridhel

Postać Izy

Description:

Imię: Aridhel
Gracz: Iza

Rasa: półelf
Klasa: mnich
Poziom: 6

Charakter: praworządny neutralny
Religia: brak

Bio:

Dlaczego Twoja postać została poszukiwaczem przygód?
Jestem mnichem. Szukam wyzwań, które pomogą mi się doskonalić oraz sprawdzić, ile udało mi się osiągnąć do tej pory. Ale treningu nigdy za wiele… Nie ma granic możliwości. Zawsze można przeć do przodu i dać z siebie więcej.

Cieszę się, że spotkałam tę grupę ludzi. Nie są do końca normalni, ale przynajmniej nie jestem sama. Zbyt się boję tego, że umrę w samotności. Poza tym jest przy mnie kilkoro mężczyzn, przy których pewniej się czuję. Generalnie nie przepadam za towarzystwem kobiet, wykluczając tylko Loralynn, którą zdążyłam już dobrze poznać i moją starszą siostrę ( również półelfkę ) Ireth. A to przez to, że moja ludzka matka była dla mnie okrutna… Katowała mnie. Dlatego chcę być jak najsilniejsza. Nigdy więcej nie dać się poniżyć… Nikomu.

Dlaczego wybrała swoją klasę?
Moja siostra jest mnichem. Zawsze mi imponowała swoją siłą- zarówno fizyczną, jak i psychiczną. Widziałam, jak ćwiczyła w domu, kiedy wróciła z klasztoru. I nigdy nie dawała się matce uderzyć, ona nie miała z nią szans. Próbowała też mnie bronić, ale nie zawsze była przy mnie.

Chciałabym być taka, jak ona. Nigdy się nie poddawać, zawsze twardo dążyć do celu. Bez litości.

Jaki jest jej główny cel?
Doskonalenie mojej siły. To jest to, czego najbardziej pragnę.

W czym jest naprawdę dobra?
Cóż, uważam, że jestem dobra w biciu się. Ale na pewno znajdzie się wiele osób lepszych ode mnie. Dlatego ciągle muszę ćwiczyć walkę.
Dobra też jestem w bieganiu.

Reszta historii
Wracając do tematu mojej rodziny- mój Ojciec był elfem czystej krwi. Zawsze czułam z nim bliską więź. Zdecydowanie bliższą, niż z matką. Szanuję go. Kiedy Ireth była w klasztorze, on był przy mnie, kiedy tylko mógł. Wypłynęliśmy także we trójkę ( ja, On i matka, bo siostra szkoliła się już wtedy ) przed Plagą. Powróciliśmy później do swojego domu w Kaylah. Niestety Ojciec zginął przed powrotem siostry… Właśnie po jego śmierci moja matka zaczęła mnie źle traktować. Może nie mogła wytrzymać samotności. Nie wiem. W każdym razie odebrała sobie życie, kiedy już uciekłyśmy z Ireth we własne strony. Może to i dobrze.

Siostra wybyła gdzieś na wschód ( i od tej pory nic o niej nie słyszałam ) , a ja błąkałam się po Kaylah, szukając przygód. Nic ciekawego się tak naprawdę nie działo. Ćwiczyłam codziennie. Zdążyłam poznać Loralynn w jednej z gospód, w której nocowałam. Pobiłam się z kilkoma ludźmi dla sprawdzenia nawzajem umiejętności. Niewiele więcej. Chodząc tak od kąta do kąta stwierdziłam, że chcę coś zrobić dla mojego Ojca, jakoś mu podziękować za wszystko, co dla mnie zrobił. Dlatego też trzymam się bliżej elfów. Chcę im pomagać. Ojciec był dumny ze swojej rasy, więc wiem, że to by go ucieszyło. A nic więcej dla niego zrobić nie mogę. Gdybym tylko wiedziała, jakie miał marzenia… Nigdy mi o nich nie mówił. Z miłości do Niego nigdy też nie uderzę żadnego elfa. Ale nie dam się też uderzyć, bronić się będę zawsze. Nigdy się nie poddam.


Pamiętnik
Drogi pamiętniczku.
Zacznę od tego, co najciekawsze i zarazem najwspanialsze. Od jakiegoś czasu dziwnie się czułam, bolał mnie brzuch i tak dalej… Otóż najwyraźniej jestem w ciąży! Romeo był zszokowany tą informacją, ale widziałam, że w głębi serca się bardzo ucieszył. To takie słodkie! Nie mogę się doczekać, kiedy nasze dziecko przyjdzie na świat.
Poza tą cudowną nowiną działo się wiele rzeczy. Między innymi pokonaliśmy już dwa smoki ( były ogromne! ) , zdobyliśmy wiele złota z sarkofagu jednego z bogów, który, jak się okazało, czeka na wskrzeszenie ( pokłoniłam mu się, aby nas stamtąd wypuścił, ale to był zły pomysł… Czułam się po tym jakoś dziwnie, próbowałam namówić krasnoluda do uruchomienia pułapki, co nie było miłe. Jakoś zmieniłam się wtedy w złą osobę, nie wiedziałam, co robię. Na szczęście druid pomógł mi wrócić do normalnego stanu ), no i dowodziliśmy armią na froncie. Właśnie…
Na szczęście nie musiałam walczyć z elfami własnymi rękami. Nie dałabym rady ich skrzywdzić. Kocham rasę mojego Ojca, niezależnie od tego, co inni myślą. Normalnie stanęłabym po ich stronie, ale przecież nie mogę walczyć przeciwko mojemu Ukochanemu… Dzięki niemu zaczęłam lubić ludzi.
Mam nadzieję, że nigdy nie będę musiała wybierać pomiędzy tymi dwiema rasami. Nie chcę ranić ani Ojca, ani Romeo.
A bitwę wygraliśmy, głównie dzięki strategii Dave’a. Straciliśmy wielu ludzi, ale liczy się zwycięstwo! Do tego jedna dywizja, piąta, sama pokonała bardzo dużo oddziałów wroga. Zdecydowanie należą im się jakieś ordery.
My za to otrzymaliśmy własną willę, którą magowie mają nam niedługo wybudować. To idealnie, ponieważ potrzebujemy domu dla naszej przyszłej rodziny.
Mam tylko nadzieję, że losy dalej będą się toczyć w dobrym kierunku.

Aridhel

Zbawca Issabelth