Evelyn

Postać Kondzia

Description:

Imię: Evelyn
Gracz: Kondziu

Rasa: człowiek
Klasa: kapłan
Poziom: ?

Charakter: neutralny dobry
Religia: Perol

Bio:

Dlaczego Twoja postać została poszukiwaczem przygód?

Moja matka, kobieta w podeszłym wieku, pracowała w sierocińcu znajdującym się niedaleko naszego domu. Ojca nie znałam, nawet nie wiem czemu nigdy o niego nie pytałam. Byłam dzieckiem zawsze przestrzeganym przed „okrucieństwami tego świata” rzadko wychodziłam z domu, czasami do sierocińca ale tylko na chwile. Matka była przewrażliwiona na punkcie zepsucia i biedoty wśród dzieci z którymi codziennie pracowała, poza tym mieszkaliśmy w najbiedniejszej dzielnicy, nie trudno było o kłopoty. Pewnego dnia moja opiekunka zachorowała, zaczęła słabnąć. Z dnia na dzień było coraz gorzej, a ona ciągle zapewniała mnie ze to tylko chwilowe. Nie dawała sobie rady z pracą. Zadłużyła się u jakiegoś człowieka z ciemnej uliczki. Chyba naprawdę wierzyła że wyzdrowieje i wszystko wróci do dawnego porządku. Matka jak to matka, nie wydawała pieniędzy na przeróżne medykamenty tylko na to żeby jej córeczka miała co zjeść i czym się pobawić. Pewnego razu gdy bawiłam się moją szmaciana lalką w drugim pokoju, usłyszałam straszny huk i krzyk mamy. Ostrożnie uchyliłam drzwi, tamten widok wstrząsnął mną na całe życie. Jakiś osiłek bił moją mamę i krzyczał coś o pieniądzach. Przestraszyłam się. Schowałam się pod łóżko i leżałam tam aż wszystko nie ucichło, nawet nie wiem kiedy usnęłam. Po przebudzeniu byłam totalnie załamana psychicznie panicznie bałam się tamtego widoku i nie chciałam wychodzić z pokoju nie znałam nikogo z sąsiadów, bałam się krzyczeć żeby nie usłyszał mnie tamten straszny człowiek. Po paru dniach gdy przymierałam już z głodu i wycieńczenia psychicznego usłyszałam że ktoś rozmawia przed drzwiami naszego domu. Jakiś przechodzień rozmawiał z kobietą, że do tego domu już dawno nikt nie wchodził, że mieszkała tu jakaś dziwna, starsza kobieta, że nocami słychać jakieś hałasy, że pewno ten dom jest nawiedzony, i pewno staruszka mści się za to, że musiała pracować z tymi przeklętymi bachorami. Usłyszałam że ktoś wchodzi do domu, wyciągnął broń, podszedł do drzwi od mojego pokoju i z hukiem je wyważył. W pierwszej chwili wróciły do mnie wspomnienia sprzed paru dni, bałam się ludzi. Zemdlałam. Obudziłam się w dziwnym nie dużym murowanym pokoju. Powoli uchyliły się drzwi, tak bardzo się bałam, ujrzałam kobietę w jasnym ubraniu z symbolem słońca na piersi. Przyglądała mi się, miała bardzo ładną twarz po czasie zaczęliśmy rozmawiać, była bardzo miła, w ogóle się jej nie bałam. Opowiedziałam jej przez łzy co stało się z moją matką, przyrzekłam jej że już nigdy nikogo nie uderzę, wobec nikogo nie będę agresywna. Ze spokojem odparła, że w takim razie klasztor będzie moim domem a ja będę pomagać ludziom jak moja matka dzieciom. Powoli wdrażałam się w życie klasztorne, poznawałam nowych ludzi, dzięki mocnej wierze otworzyłam się i przełamałam moje lęki. Kształciłam z zapałem moje umiejętności magiczne, szczególnie w leczeniu. Pewnego dnia odbyłam długą rozmowę z wcześniej poznaną kapłanką. Przekonała mnie że abym mogła naprawdę pomagać ludziom muszę wyjść z klasztoru i zacząć wędrować po krainach i korzystać z moich umiejętności ile tylko starczy mi sił. Nie było to łatwe lecz po czasie się odważyłam.

Dlaczego wybrała swoją klasę?

Nie wiem czy to była opaczność Pelora czy tylko przypadek że jakiś przechodzień zagadał do kapłanki, w każdym razi ciesze się że mój los się tak potoczył.

Jaki jest jej główny cel?

Pomaganie ludziom tylko to umiem robić i chyba tylko to zostało mi do robienia w życiu.

W czym jest naprawdę dobra?

Leczenie chorób, opętań, trucizn, odprawianie mszy i modłów. To w czym kapłani Pelora są najlepsi.

Evelyn

Zbawca kondziu